Zamów reklamę 508 860 500
brak sond
ALemiasto.pl > Newsy > Życie w rytmie muzyki
źródło: Marek Czachorowski / dodał: Redakcja
20.03.2017 17:48:30
Kiedy w naszym mieście odbywa się koncert bądź inna impreza muzyczna, nieomal z pewnością spotkamy tam pewną pełną werwy i energii osobę. Niestraszne jej rytmy bossa novy ani dyrygowanie chórem. Rola jurora w wielu konkursach muzycznych to już zapewne rutyna, a praca z młodzieżą jest osłodą życia. Przedstawiamy Wam panią Renatę Banacką-Walczak, absolwentkę Wydziału Dyrygowania i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej oraz Wydziału Wokalno-Aktorskiego, prowadzącą m.in. chór Towarzystwa Śpiewaczego "Lutnia" z Aleksandrowa Łódzkiego oraz zespół wokalny "Groszki" w miejscowym MDKu. Jest się czym pochwalić, albowiem "Lutnia" jest najstarszą polską organizacją społeczno-kulturalną w mieście, a "Groszki", jako najmłodsi, są naszą przyszłością.

(c) Alemiasto


Wiem, że jest Pani dobrym duchem, siłą napędową Lutni, teraz i od dłuższego czasu. Wiem że jest Pani w zarządzie, prowadzi próby, jednym słowem - człowiek orkiestra. A formalnie, jaką pełni Pani funkcję?

Przede wszystkim zależy mi na istnieniu chóru. Cokolwiek robię w swoim życiu, robię to tak, jakby to była moja rodzina. Nie rozdzielam swojego działania na miejsce pracy, czy dom. Jestem nie tylko dyrygentem, który planuje koncerty, rozkład chóru, wyjazdy - wszystko co jest związane z programem - to jest właśnie rola dyrygenta. Dodatkowo staram się pomóc w każdej sferze działalności Lutni. Nawiązuję współpracę z innymi chórami, rozpowszechniam samą ideę Lutni, zachęcam dzieci, młodzież i dorosłych do śpiewania. Myślę, że to co teraz robię moglibyśmy nazwać nowocześnie menadżerem.

(c) Alemiasto


Skąd się u Pani pojawiło zainteresowanie muzyką? Czy był to Pani własny wybór, czy może wpływ rodziny?

Chodzi panu o to muzyczne szaleństwo? - pyta pani Renata z nutką ironii ? Wie pan, kiedyś muzyka była w modzie. Rodzinnie grano i śpiewano. Pochodzę z domu, w którym wszyscy grali na instrumentach. Moi rodzice zawsze śpiewali ze sobą, poza tym ojciec pięknie grał na gitarze. Śpiewaliśmy na głosy a on akompaniował. Kiedy chodzi o muzykę w gronie najbliższych, nie mówię tylko o moich rodzicach, ale również o pokoleniu mojej babci, jej niezliczonej ilości sióstr oraz braci. To były inne czasy i normą były olbrzymie, mocno trzymające się razem rodziny. Właśnie z takiej pochodzę.

Miałam świetnie grającego na skrzypcach wujka, babcia do ostatnich swoich chwil cudownie grała na fortepianie, który był u nas w domu. Ze względu na to święta w naszym domu trwały przez cały rok. Każde spotkanie było bowiem właśnie jak święta. Kiedy tylko mieliśmy wolny dzień, odwiedzaliśmy się nawzajem, jechaliśmy do tych, którzy mieszkali troszkę dalej. W dni powszednie spotykaliśmy ciotki, do których było bliżej. Podczas wizyt, oprócz dyskusji o polityce, oczywiście graliśmy i śpiewaliśmy. Muszę przyznać, że wywodzę się z rodziny, która zdecydowanie kochała sztukę, a muzykę w szczególności.

(c) Alemiasto

Proszę w takim razie opowiedzieć, czy to ze względu na rodzinną atmosferę jest Pani samoistnym, genetycznym talentem, czy o muzycznej ścieżce życia zadecydowała późniejsza edukacja?

Nie ma czegoś takiego jak samoistny talent. Każdy talent trzeba szlifować i to solidnie. Jedni się dają szlifować, inni nie.

Jeżeli chodzi o mnie, zawsze śpiewałam. Nauczyła mnie babcia już w wieku trzech lat i tak zostało na całe życie. Jako drugi głos śpiewałam wraz z moją starszą siostrą. Bardzo często wspólnie wykonywałyśmy różne pieśni podczas świąt i nabożeństw pod kapliczką w Sokolnikach, dokąd zjeżdżała cała nasza rodzina. To były początki. Siostra, która zawsze była pilna, solidna i pracowita zaczęła naukę w szkole muzycznej. Pedagog z ogniska muzycznego, który wprowadzał mnie w podstawy, a wcześniej miał do czynienia także z moim rodzeństwem, przekazał rodzicom następującą opinię o mnie ? No jeśli państwo chcecie, możecie posłać ją do szkoły muzycznej, ona jest zdolna, ale strasznie leniwa. Rzeczywiście trafiłam do szkoły muzycznej, ale tylko tak przy okazji.

Jak zatem przebiegała edukacja tej pilnej i tej leniwej? - postanowiliśmy zdobyć więcej szczegółów.

Ze względu na to, że siostra dość późno trafiła do szkoły muzycznej, nie mogła grać na fortepianie, wybrała jednak akordeon, który również ma klawiaturę i wymaga niesamowitej pracy, zwłaszcza prawą ręką. Fortepian był jej intrumentem dopiero w średniej szkole.
Sama trafiłam do tej szkoły dopiero w drugiej klasie podstawówki, ale udało się mi dostać właśnie do klasy fortepianu i ukończyłam ją u kochanej pani, profesor Marii Urbańskiej.

(c) Alemiasto

W jaki sposób trafiła Pani z Łodzi do Aleksandrowa. Znamy Panią jako osobę, która prowadzi chór w Lutni, zespół w MDKu. Czy to Pani znalazła Lutnię, czy może było na odwrót? Co było pierwsze?

Do Aleksandrowa trafiłam w najprostszy możliwy sposób. Najzwyczajniej w świecie poznałam swego męża. Do domu kultury natomiast poleciłam moją koleżankę, Małgosię Domaradzką. To właśnie ona pracowała z Lutnią i z kolei podczas ciąży zaproponowała mi objęcie jej funkcji w Towarzystwie Śpiewaczym. To był chyba grudzień 2000. Pierwszym moim zadaniem było przygotowanie chóru do pastorałek.

Kiedy rozpoczęłam swą przygodę z Lutnią, potężnym chórem w Aleksandrowie był ten z Towarzystwa Śpiewaczego Moniuszko. Liczył wówczas koło 40 osób, być może nawet więcej. W Lutni natomiast było naprawdę niedużo ludzi. Na pewno mniej niż obecnie. Członkowie zaczęli wracać dopiero z czasem. Zespół śpiewał też "ot tak sobie", nikt specjalnie z nimi nie pracował, nikt się nie interesował. Po prostu, jeśli się nie śpiewa koncertów brak jest motywacji, inspiracji żeby dać od siebie coś więcej. Wówczas można się po prostu spotkać, nic więcej. Też jest fajnie, ale poziomu chóru to nie podnosi.

Kolejnym problemem był brak finansów. Budynek nie był remontowany, w sumie brakowało kogoś z pomysłem. Jeżeli brak jest świeżej krwi, nie ma zmian na lepsze. Całe szczęście udało się to jakoś rozkręcić. Jestem zadowolona, że wrócili ludzie, którzy byli związani z Lutnią przez 20-30 lat, cieszę się, że mogłam ich poznać. Jeżeli chodzi o gospodarstwo, udało nam się wspólnie zrobić wiele rzeczy. Wymieniliśmy okna, wyposażenie wnętrza, zrobione zostały nowe podłogi, panowie zbudowali podest, wyremontowano kuchnię i łazienki. Bardzo pomaga nam coroczna miejska dotacja, dzięki której możemy prowadzić próby, nadal jednak brakuje sponsorów na wyjazdy oraz remonty. Większość prac wykonujemy sami, drobne finanse udaje się zebrać dzięki koncertom. Teraz marzeniem jest naprawa i pokrycie dachu.

(c) Alemiasto

Jak słyszę, potrzeby są naprawdę spore i mimo wykonania wielu rzeczy, zespół i sympatyków czeka jeszcze ogrom pracy. A co zmieniło się w samym chórze, jak zmieniła się liczba koncertów? O ile się orientuję, Lutnia sporo koncertuje a także zyskuje nagrody. Byliście w Toruniu, we Włoszech...

Tak jak wspomniałam, w Lutni dyrygent zajmuje się nie tylko machaniem batutą, ale również promocją i organizacją wyjazdów. Oczywiście wspólne wyprawy cementują nas jak prawdziwą rodzinę. Pamiętam pierwszy wyjazd zagraniczny, kiedy pojechaliśmy na Litwę, gdzie uczestniczyliśmy w mszy świętej i wyśpiewaliśmy wszystko co trzeba Matce Boskiej Ostrobramskiej. Na miejscu wspaniale przyjął na polsko-litewski zespół z Kowna, który potem dwukrotnie pojawił się z rewizytą.

W pamięci zapadł mi również wyjazd do Katowic na Festiwal Pieśni Polskich w 2006 roku. Mieliśmy wówczas naprawdę dobry zespół, sporo młodych osób z Aleksandrowa i udało się zdobyć III nagrodę - puchar prezydenta miasta.

Świetny był także wyjazd do Barczewa na Mazurach. Także tam otrzymaliśmy nagrodę. Dodatkowo, oprócz festiwalu śpiewaliśmy tam również w więzieniu, dla dzieci w ośrodku wychowawczym i w szkole.

Każdy koncert, każdy wyjazd ma dla mnie inny wymiar. Dzieje się tam co innego, przygotowujemy się do innego występu, co więcej, pracujemy także z innymi ludźmi. Niestety podczas tych kilkunastu lat pracy z Lutnią sporo osób się wykruszyło. Nie przestali śpiewać, po prostu odeszli do Nieba.

A co może Pani powiedzieć o publiczności? Czego jako muzycy oczekujecie od publiki? Występy chóru to raczej nie jest koncert rockowy, jak to wygląda?

Z publicznością często związane są wesołe sytuacje. Kiedyś podczas dyrygowania koncertu pieśni wielkopostnych, jeden z panów w kościele, który miał być ojcem chrzestnym koniecznie chciał podejść do księdza proboszca. Oczywiście dwukrotnie przeszedł między mną a chórem.
Najczęściej chór jest w takich momentach opanowany. Często się zdarza, zwłaszcza podczas koncertów kolędowych, że babcia śpiewa, a wnuczki w trakcie koncertu chcą do niej podbiec i powiedzieć - Babciu, kocham cię!.

Staje się jednak i tak, że rozkojarzenie wprowadzają sami chórzyści. Czasem się ktoś pogubi, czasem "zawiesi", ale wtedy albo tupnę, albo jakoś dam znać. I się udaje. Lub nie... - śmieje się pani Renata. Koncentracja jest niezbędna, zwłaszcza, kiedy śpiewamy w większej grupie wraz z innymi chórami. Czy zawsze się to udaje? Staramy się jak możemy, nawet mimo mrozu, czy wiatru, kiedy śpiewamy w plenerze.

Czy macie jakiś ulubiony repertuar, w czym czujecie się dobrze? Chętniej śpiewacie utwory poważne, czy może rozrywkowe?

Swego czasu opracowaliśmy Mszę Patriotyczną Maklakiewicza, którą śpiewaliśmy później na koncertach i konkursach. Jako całość albo jako fragmenty. Na festiwal w Barczewie przygotowaliśmy z kolei "Eli lama sabachtani". Ciężko nam szło, trudne jak cholera i nikt nie wierzył w to, że nam się uda. Pracowaliśmy nad utworem cały rok i na stałe włączyliśmy go do naszego repertuaru. Jeżeli chodzi osobiście o mnie, uwielbiam pieśni wielkopostne.
Sporo mamy przygotowanych również kolęd - około piętnastu. Zresztą nie oszukujmy się, polskie kolędy są przepiękne i właśnie tych koncertów jest najwięcej.

Jeżeli jesteśmy przy kolędach, pamiętam jeden z ostatnich występów podczas mszy świętej w jednym z kościołów w Aleksandrowie. Po zakończeniu mszy swój koncert kolęd miały również dzieci, wśród których widziałem sporo Pani uczniów. Czy Lutnia może w najbliższym czasie liczyć na wsparcie młodych osób? Czy mamy tu jakieś muzyczne perełki, talenty?

Oczywiście mam mnóstwo wspaniałych, utalentowanych dzieci. Nie chciałabym wymieniać po nazwisku, żeby przypadkiem kogoś nie pominąć. Są dzieci, które od samego początku wszystko śpiewają czyściutko. Świetne dzieciaki pod każdym względem. Powiem jednaj tak, jako małą uwagę - talenty mają to do siebie, że lubią się wymydlić. Dzieci rosną, czasami te zdolności po prostu nie idą do przodu. Bardzo dużo zależy tu od wytrwałości i systematycznej pracy. Dzieciaki nie zawsze to wytrzymują, nie wszystkie chcą ćwiczyć, bo są dziećmi. Duża jest w tym praca rodziców i ich zaangażowanie, żeby pomóc dziecku podtrzymać zainteresowanie. Jeżeli mamy utalentowane dzieci najpierw zaczynamy od rodziców.

Mamy jeszcze początek roku. Chciałbym więc spytać, czego życzy sobie Pani oraz Lutni w roku 2017. Czy ma Pani jakieś plany, zamierzenia?

Chciałabym, żeby udał sie nasz wyjazd do Hiszpanii, chciałabym także pojechać na festiwal do Szczecina. Jest to wspaniała impreza dla chórów "mocno dorosłych", takich 55 plus. A przede wszystkim żeby Lutnia się rozrastała, żeby ludzie nie bali się przychodzić, bo im nas więcej, tym lepiej się śpiewa. W chórze śpiewa się dobrze ?


Dziękuję za rozmowę.

Z panią Renatą rozmawiał Marek

P.S. Na przełomie kwietnia i maja, Chór Akademicki z Łodzi oraz Towarzystwo Śpiewacze "Lutnia" z Aleksandrowa planują wyjazd do Pragi, gdzie zaprezentują swój repertuar. Gdyby znalazł się chętny do wsparcia finansowego tego przedsięwzięcia choć w małym stopniu, zapraszamy do kontaktu bezpośrednio z redakcją.

Chętnych do śpiewu zapraszamy natomiast na wtorkowe oraz czwartkowe próby. Od 17 do 19 w siedzibie Lutni.



comments.gif, 1,4kB7 read.gif, 1,5kB 798 print.gif, 1,4kB

Galeria

galeria
galeria
galeria
galeria
galeria
galeria
galeria

Komentarze ostatnie 24h

comments_item.gif, 1,3kB
20.03.2017 18:45
IP: 37.128.13.*

No ładnie! Ludzie tracą prace, przezywają tragedię, rozpijają się z rozpaczy, albo popełniają samobójstwa, walczą o utraconą demokrację, a tu śpiewają i tańczą! A może i mają rację?... Każdemu idiocie wystarczy mądrości aby się smucić, ale tylko mędrzec potrafi tańczyć i i cieszyć się z kłopotów.

dodaj odpowiedź
comments_item.gif, 1,3kB
22.03.2017 22:15
IP: 84.40.229.*

ogrzewanie im wyłączyli czy oszczędzają na węglu

dodaj odpowiedź
comments_item.gif, 1,3kB
23.03.2017 09:59
xxx IP: 87.205.205.*

JAK TO JEST POWSTAJA NOWE SALE NA WESELA PRYWATNE I NATYM ZARABIAJA A TU JAK ZWYKLE BIDA

dodaj odpowiedź